Ania z Avonlea

ania-z-avonlea1Jest taka książka, którą odkryłam na nowo i w której na nowo się rozsmakowałam. Raczej kilka książek – seria o Ani Shirley autorstwa Lucy Maud Montgomery wydana nie tak dawno przez Wydawnictwo Skrzat. Książka – klasyk. Niby co tu odkrywać! Tyle, że ta „nowa-stara” Ania jest prawdziwie wyjątkowa. Musicie mi uwierzyć na słowo. Bierzecie ją do ręki i już wiecie, że przeżyjecie niezwykłą przygodę. Pierwsze wrażenie z pewnością zawdzięczamy cudownym ilustracją. Jednak prawdziwego smaku nabieramy czytając „Anię” w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza. „Ania z Zielonego Wzgórza” pochłonięta już po raz kolejny czas jakiś temu. Teraz czas na „Anię z Avonlea”.

Mam już w domu egzemplarz „Ani z Avonlea” (jak zresztą wszystkie inne książki z serii). Jednak kiedy zobaczyłam, że nakładem Wydawnictwa Skrzat ukazała się „Ania z Avonlea” w przekładzie Pawła Beręsewicza z cudnymi ilustracjami Sylwii Kaczmarskiej wiedziałam, że muszę ją mieć.

„Ania z Zielonego Wzgórza”, którą nie tak dawno temu zaserwował nam ten sam duet, poruszyła we mnie bardzo czułą strunę. Z niecierpliwością czekałam na „Anię z Avonlea” Dzięki pięknym obrazom, i tych wymalowanych słowem, i tych zupełnie dosłownie w książce wymalowanych, „nowe Anie” opowiadają perypetie głównej bohaterki niejako podwójnie.

Niezwykle ujęło mnie to co napisał tłumacz w swoim komentarzu, umieszczonym na okładce „Ani z Avonlea”. W swoich szczerych, prostych słowach opowiedział czytelnikom, co ujęło go w historii stworzonej lata temu przez Lucy Maud Montgomery. A ja zrozumiałam, dlaczego tłumaczenie Pawła Beręsewicza tak bardzo mnie ujęło. Czytelnik wyczuwa po prostu, że tłumacz dokonał swego dzieła z wielką radością i satysfakcją. Właśnie dlatego lektura nowej „Ani z Avonlea” to wielka czytelnicza frajda.

Rozpoczęłam zatem na nowo wielkie kolekcjonowanie „Ań”. Do „Ani z Zielonego Wzgórza” dołącza piękna, ubrana w twardą oprawę kolejna część losów Ani Shirley – „Ania z Avonlea”. I powtarzam sobie, że to dla Najmłodszej, że czeka na nią, kiedy dorośnie i samodzielnie wkroczy świat Ani. Wierzę, że szczerze go pokocha. Choć tak naprawdę, przynajmniej na razie, ta cudna kolekcja jest dla mnie. Czytam „Anię z Avonlea” i razem z rudowłosą bohaterką przeżywam jej smutki, radości, wielkie uniesienia i niemałe rozterki. Panie Pawle! Na półce zarezerwowałam już miejsce na kolejne części.

 

Ania z Avonlea
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumaczenie: Paweł Beręsewicz
Ilustracje: Sylwia Kaczmarska
Wydawnictwo Skrzat, 2014

2 Odpowiedzi

  1. Jak dużo ilustracje potrafią zrobić z książką… 🙂

  2. Ilustracje są naprawdę świetne!

Zostaw Komentarz