Zielone oczy Ani

Nie będzie długo, bo musiałoby być bardzo długo. Dlatego lepiej, żeby było krótko.Nie przypuszczałam, że  „Ania z Zielonego Wzgórza” zrobi na mnie takie wrażenie. Znowu. Po tylu latach (nie powiem ilu). „Ania” to była moja pierwsza „prawdziwa” książka. Książka, dzięki której pokochałam czytanie. Do dziś pamiętam te wzruszenia i ciarki po plecach, kiedy pochłaniałam kolejne tomy. Czytając „Anię” na nowo, w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza znowu poczułam się jak mała dziewczynka z głową pełną marzeń o królewiczu, który przyjdzie na białym koniu. Wiecie, jakie to super uczucie? Zapomniałyście? Koniecznie sięgnijcie jeszcze raz po „Anię z Zielonego Wzgórza”.

Najnowsze wydanie Wydawnictwa Skrzat jest szczególne. „Ania” zyskała przepiękne, nastrojowe ilustracje Sylwii Kaczmarskiej. Obrazy są wkomponowane w treść i czytając, ma się wrażenie, jakby były integralną częścią opowieści. Jakby musiały tam być!

 

Zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego nie przeczytałam „Ani z Zielonego Wzgórza” moim chłopcom. Nie, wcale nie dlatego, że to książka dla dziewczyn. Myślę, że i oni potrafiliby się śmiać i wzruszać razem z główną bohaterką. Chyba przede wszystkim dlatego, że tak bardzo chciałam wszystkie te chwile z Anią zagarnąć dla siebie na wyłączność.

Teraz Ania, czeka na moją trzylatkę. Czasami tylko, kiedy patrzę w te zielone oczy zerkające na mnie z okładki, myślę: „Może tak za dwa latka, znów się spotkamy?”

Ania z Zielonego Wzgórza
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłuaczenie: Paweł Beręsewicz
Ilustracje: Sylwia Kaczmarska
Wydawnictwo Skrzat, 2013

Zostaw Komentarz