Snuj się, snuj, bajeczko! A było tak…

wpis w: Bezcenna klasyka | 5

Co powiecie na powrót do przeszłości? Ja uwielbiam! Dlatego, kiedy tylko nachodzi mnie ochota na wspominki sięgam po „Bajki Samograjki” Jana Brzechwy – moje dziecięce wydanie w twardej oprawie z 1981 roku. A jak dorzucimy do tego kultowego Czerwonego Kapturka na płycie, opowiedzianego przez Irenę Kwiatkowską? Ale, ale, uwaga! Idzie wilk!

Na te słowa całą naszą gromadkę przechodzi dreszcz:

Wilk jest panem w lesie, a gdy jeść mu chce się
Idzie sobie w lasu głąb, żeby znaleźć coś na ząb
Trzeba szybko zjeść, trzeba szybko zjeść
I cześć!

A wyśpiewane na cały głos:  „Oj mamo, oj mamo ciągle w kółko to samo!” z „Kopciuszka” często jest moją odpowiedzią na uporczywe marudzenie dzieciaków. Dzięki Ci Janie Brzechwo!

Przecież ta urocza „staroć”, w ogóle się nie zestarzała. Książka przeszła przez ręce wszystkich moich dzieci i systematycznie do niech wraca – teraz przede wszystkich do tych najmłodszych. Pewnie trochę przesadzę, ale mam wrażenie, że dzisiaj trudno znaleźć taką książkę… Ciekawe, która z dziecięcych lektur moich latorośli przetrwa z nimi do dorosłości. Wcale się nie zdziwię, jak będą to właśnie „Bajki Samograjki”!

Ostatnio, kiedy chcieliśmy obejrzeć zdjęcia z wakacji sprzed 4 lat, przekonaliśmy się jak nietrwałe są płyty CD. Wszystko przepadło. A zdjęcia w starym albumie rodziców są i miewają się dobrze. I biorę do ręki książkę Brzechwy – solidna oprawa, grube kartki. Trochę pożółkły, ale w doskonałym zdrowiu dożyły 32 lat…

A sama historia? Bajki powstały chyba na początku lat sześćdziesiątych zeszłego wieku, a piosenkę Kapturka znają z pewnością latorośle wszystkich rodziców, którzy kiedykolwiek natknęli się na „Bajki Samograjki”.

Nie Mruczek, nie Burek,
Nie jeż, nie ptak,
Czerwony Kapturek
To ja zwę się tak…

Bajki Samograjki
Autor: Jan Brzechwa
Ilustracje: Danuta Imielska-Gebethner
Czytelnik, 1981

5 Odpowiedzi

  1. Bajeczki się snują, a teraz zachęcam Cię do przeczytania biografii o Brzechwie. Mnie zachwyciła, czego możesz się dowiedzieć z mojej recenzji: http://www.familyliving.pl/brzechwa-nie-dla-dzieci

  2. Moja kuzynka posiadała tą wersję w twardej oprawie. Nasze zabawy polegały na czytaniu dialogów na głos, oczywiście odpowiednio do każdej roli modulowałyśmy głos, pojawiały się jakies elementy scenografii, czasem nagrywałyśmy to na taśmę, pamiętam, że do którejs sceny był potrzebny plusk wody, więc przyniosłyśmy w misce wodę do pokoju i pluskałyśmy. Potem pożyczyłam książkę i w podstawówce część mojej klasy zrobiła przedstawienie Jasi i Małgosia. Pamiętam jak z jakiś odpadów papierowych pasków wymyśliłam naprędce kraty imitujące więzienie rodzeństwa. Ja grałam rolę baby-jagi 🙂 Przedstawienie bardzo się podobało, często je wystawialiśmy. Lata mijały, mama kuzynki pożyczyła komuś tą książkę ale nie wróciła do właścicielki. Kuzynka do dzisiaj wspomina z żalem utratę książki. Nie ma co płakać, przed chwilą zakupiłam ją na allegro i w lutym kuzynka dostanie ją na 37 urodziny 🙂 Pozdrawiam!

  3. Miałam tą książkę! I nawet o tym nie wiedziałam, dopóki nie zajrzałam na bloga. Ale ten wpis sprawił, że dzieciństwo stanęło mi przed oczami. Niezwykłe jak mózg wszystko zachowuje. Pozdrawiam! To przywołało naprawdę miłe wspomnienia.

  4. A czy ktoś pamięta, że była tam dołączona też płyta? I te piosenki! Co ja bym oddała, żeby ją znowu mieć!

    • Naprawdę? Nie miałam pojęcia! Cudownie byłoby mieć taki rarytas w swoich zasobach..

Zostaw Komentarz