Baśnie pana Andersena

Jako dziecko nigdy nie lubiłam baśni Andersena. Wróciłam do nich dopiero jako studentka, bo na tyle opanowałam język autora, że mogłam zacząć czytać je w oryginale. Wtedy dopiero zrozumiałam, że gdy byłam mała, czytano mi baśnie powstałe niejako „na bazie tego, co stworzył Andersen.” Nie były to tłumaczenia bezpośrednie, z języka duńskiego, na język polski.

Pierwsze baśnie Andersena ukazały się w 1835 roku, w Polsce zostały wydane w roku 1852. W XX wieku lawinowo przybywało kolejnych wydań, niemniej jednak poza kilkoma zaledwie wyjątkami, były to wciąż przekłady z języka trzeciego, najczęściej z niemieckiego. W ten właśnie sposób tłumaczył je Jarosław Iwaszkiewicz.

Dopiero w roku 2005, w 200-lecie urodzin autora nakładem wydawnictwa Media Rodzina ukazał się zbiór baśni słynnego Duńczyka przygotowany bezpośrednio z języka oryginału przez panią Bogusławę Sochańską.

Jak czytamy w Słowie od tłumaczki: „Siła dzieła Andersena jest jednak tak wielka, że obroniło się ono mimo niedostatków większości przekładów – ale obroniło się nie w pełni. Do polskiego czytelnika przemawiała anegdota, czyli baśń właściwa, której adresatem były dzieci, poprzez anegdotę obroniła się też refleksja filozoficzna adresowana do czytelnika dorosłego. Nie mieliśmy jednak szans poznać w pełni Andersena – kpiarza. Tragiczny i poważny w polskim odbiorze, prawdziwy Andersen miał także i drugą twarz: uwielbiał się bawić i chciał, by bawił się także dorosły czytający dzieciom.”

Autorowi zależało bardzo, by jego utwory były jak najbardziej zbliżone do opowieści ustnej. Dlatego irytuje mnie sztywność językowa w wielu wydawanych masowo baśniach, które podpisuje się nazwiskiem Andersen, a które naprawdę niewiele mają wspólnego z tym, co napisał autor.

 

Tym goręcej polecam „Baśnie” w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej z przepięknymi ilustracjami Flemminga B. Jeppesena. Lektura tego tomu baśni, to szansa na odkrycie utworów dotąd nieznanych, pewnie mniej popularnych takich jak „Choinka”, „Wzgórze Elfów”, „Latający kufer”, „Opowieść o matce”, czy „Kalosze szczęścia.” Poza tym jest to również okazja do rozmowy z dzieckiem na wiele ważnych tematów, bo w twórczości Andersena, jak w soczewce, skupia się kpina, humor i fantazja, które w sposób delikatny, ale jednak dobitny komentują ludzki koniunkturalizm, głupotę i pychę. W czasach, gdy ciągle się śpieszymy, warto przeczytać z dzieckiem baśń, by następnie porozmawiać kilka minut na poruszany w utworze problem. Bardzo polecam.

 

Baśnie
Autor: Hans Christian Andersen
Ilustracje: Flemming B. Jeppesen
Media Rodzina, 2005

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz