Dziadek z Wehrmachtu, babcia z …, czyli o historii z Najstarszą

W mediach ostatnio sporo o historii, reparacjach wojennych, wzajemnych winach, wojnach, nauczaniu historii, patriotyzmie, polityce historycznej … długo można tak wymieniać. Mamaczyta mieszka w Gdańsku, w którym powstały nie tak dawno dwie wspaniałe instytucje historyczno-kulturalne: Europejskie Centrum Solidarności i Muzeum II Wojny Światowej. W mamaczytowym domu sporo dyskutuje się o obiektywizmie w patrzeniu na historię. Rozmawiamy i rozmawiamy, i Najstarsza wspomniała słynnego dziadka z Wehrmachtu. Mama chrzestna Najstarszej, nauczyciel historii, podsunęła nam niesamowitą książkę Joachima Cerafickiego „Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu”

wasserpolacken

Jest to relacja Polaka, obywatela Rzeszy trzeciej kategorii, wcielonego przymusowo do Wehrmachtu w maju 1942 roku. Pan Joachim Ceraficki bez zbędnego patosu opisuje swoje wojenne przeżycia. I właśnie ten prosty opis jest siłą tego przekazu. To bardzo ważne świadectwo, które opowiada o wojennych losach wielu Polaków z Pomorza i ze Śląska. Dziś łatwo wytykać komuś dziadka z Wehrmachtu, ale aby zrozumieć losy ówczesnych ludzi, trzeba pochylić się na historią Polski.

Joachim Ceraficki unikał jak mógł obowiązkowego poboru. Pracował, chciał przetrwać. Te uniki udawały się do 1942 roku. Rzesza potrzebowała żołnierzy na wschodni front, los pana Joachima był przesądzony, został wcielony do Wehrmachtu. I tak wyjechał na wschód. W armii niemieckiej spędził trzy lata, zdezerterował w styczniu 1945 roku. Po wojnie został powołany do służby wojskowej w Wojsku Polskim. W 1946 roku rozpoczął studia ekonomiczno – prawnicze. Nigdy nie należał do żadnej partii.

Ta jego „przeciętność,” „zwyczajność” jest siłą tej historii. Był jednym z wielu. Opisuje, jak przed wojną jego rodzice dbali o patriotyczne wychowanie dzieci, ale jednocześnie utrzymywali serdeczne stosunki ze swoimi niemieckimi sąsiadami. Ojciec Joachima urodził się w Bydgoszczy, mama we wsi na Warmii. Rodzina mieszkała w Grudziądzu. Joachim miał również krewnych w Essen i Gdańsku. Autor opisuje śmierć swojego dziadka, który zmarł na zwał serca w 1918 roku, po tym jak wysłuchał komunikatu radiowego, że prezydent USA Thomas Woodrow Wilson opowiedział się za utworzeniem niepodległej Polski z dostępem do morza. Z taką „przeciętną” rodziną łatwo się utożsamić, wyobrazić sobie życie państwa Cerafickich. Autor pisze jednak również o stopniowej zmianie nastrojów w latach trzydziestych XX wieku, o swojej ciotce z Gdańska, która opowiadała rodzinie o oszalałych z nacjonalizmu Niemcach.

wasserpolacken'

Opowieść Joachima Cerafickiego to dla mnie bardzo ważna relacja, zwłaszcza w kontekście opowiadania dzieciom o historii. Losy ludzi i świata nie są biało-czarne. Sporo w nich szarości. Bardzo bym chciała, aby moje dzieci mądrze patrzyły na losy ludzi i świata. Joachim Ceraficki stał się w 1939 roku obywatelem Rzeszy trzeciej kategorii, która obejmowała przede wszystkim przedstawicieli innych narodowości w tym Ślązaków, Kaszubów, Mazurów, oraz osoby pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami i mających związki z niemiecką kulturą, lecz posługujących się językiem polskim. Otrzymywali oni ograniczone obywatelstwo niemieckie po przeprowadzeniu badań rasowych. Autor opisuje takie badanie. Po wojnie służba w Wehrmachcie nie przynosiła rzecz jasna chwały. Kiedy nie tak dawno wytknięto Donaldowi Tuskowi wspomnianego dziadka z Wehrmachtu, złapałam się na refleksji nad tym jak łatwo oceniamy, wydajemy wyroki, oczerniamy ludzi, jak bardzo chcemy być idealni …

Czytam z Najstarszą książę „Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu” i uczę się Prawdy.

„Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu”

Autor: Joachim Ceraficki

Ośrodek KARTA, 2014

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz