Dzieci z Bullerbyn: nasza szkolno-wakacyjna lektura

„Dzieci z Bullerbyn” to lektura w najgorszym tego słowa znaczeniu. To lektura szkolna. A wiadomo, z czym kojarzy się wszystko co szkolne. Szczególnie w wakacje. Ale oto udało nam się obalić ten szkolno-lekturowy mit i mój trzecioklasista pochłonął „Dzieci z Bullerbyn” w ciągu dwóch dni. Podczas naszych rodzinnych wakacji! W niezwykle przyjemnych okolicznościach przyrody, nad ciepłym morzem. W dwa dni! Zaimponował mi.

[selkar id=31124]Nie żeby rezygnował z pluskania, dzikich skoków do wody czy niesamowitych nurów – skądże! Po prostu wstawał rano i czytał, nie zasypiał wieczorem i czytał. Widziałam, że książka totalnie go pochłonęła. Czasem tylko podnosił nos znad lektury i wzdychał: „Fajnie mieć jagniątko!” albo „Przespałbym się na sianie…”

„Dzieci z Bullerbyn” czytaliśmy już wspólnie kilka lat temu. Mój synek znał już fabułę książki, ale teraz jakby dorósł do jej bohaterów. Łatwiej było mu ich zrozumieć i znaleźć się w ich świecie. Z banalnej przyczyny – ma tyle lat co oni, takie same szalone pomysły i dzikie marzenia.

Po skończonej lekturze postanowiliśmy obejrzeć film znaleziony w sieci.

Cudnie było całą rodziną odbyć podróż to beztroskiego świata Bullerbyn. Nasza wakacyjna wyprawa do rzeczywistości, którą tak trudno dziś odnaleźć, choć jestem pewna, że jeszcze gdzieś istnieje świat podobny do tego wymalowanego przez Astrid Lindgren.

A wieczorem zasypialiśmy, ciesząc się przyjemnym 25-stopniowym chłodem i usłyszałam szept mojego syna: „Mamo, chciałbym mieszkać w Bullerbyn.” Któż by nie chciał…

Dzieci z Bullerbyn
Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Hanna Czajkowska
Tłumaczenie: Irena Wyszomirska
Nasza Księgarnia, 2007

Też Cię zaciekawi:

Jedna odpowiedz

  1. Uwielbiam, i ksiażkę, i film, uwielbiam klimat Bullerbyn i zazdroszczę, podobnie jak mój syn, bohaterom A. Lindgren wspaniałego dzieciństwa w gronie rówieśników!

Zostaw Komentarz