Jeżycjada

 Pewnego dnia uświadomiłam sobie, że moja jedenastoletnia córka wkracza w wiek nastoletni, zaczyna maszerować przez świat własnymi ścieżkami i odkrywać go po swojemu. Zrobiło mi się oczywiście przez chwilę smutno, choć przyglądanie się jej dorastaniu już tak nieco z boku zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Zdałam sobie sprawę, że choć w wyniku nastoletnich buntów i burz hormonalnych dorastania będzie jej pewnie z nami (rodziną) i ze mną (matką) przez kilka nadchodzących lat ciężko, to warto pielęgnować, to co nas tak bardzo łączy, a więc wspólne pasje – w tym czytanie. Przypomniałam sobie nastoletnią siebie i… nieco się przeraziłam. Przypomniałam też sobie moje nastoletnie czytanie. Co ja wtedy czytałam? Oczywiście! Małgorzatę Musierowicz i jej sagę o rodzinie Borejków oraz ich bliższych i dalszych krewnych i znajomych. Dobra, dobra – pomyślałam – ale czy Klara zrozumie kontekst czasów? Przecież ta opowieść zaczyna się w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w świecie kolejek, pustych sklepów, kartek i zamkniętych granic? Jak tamten świat przystaje do jej świata? Zaryzykowałam. No i cóż, córcia wpadła w zaczytanie totalne.

A jednak…Rodzina Borejków swoim ciepłem i dobrem przygarnęła ją, tak jak i mnie, gdy miałam te jedenaście czy dwanaście lat. Począwszy od „Szóstej klepki”, poprzez kolejne tomy aż do ostatniej jak dotąd, dziewiętnastej części opowieści pt. „McDusia”, Klara wytrwale kibicuje zmaganiom życiowym Gabrysi, kolejnym narzeczonym Laury, pokochała a potem ze smutkiem pożegnała profesora Dmuchawca, śledziła losy Kreski, wybory Nutrii, wiejskie życie Pulpecji i Florka, współczuła Róży, powitała na świecie Milę, podziwiała Robrojka, śmiała się z kochającej rosół Genowefy, śledziła spory Ignacego juniora i Józinka … Inny świat lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych czy nawet dziewięćdziesiątych nie okazał się dla niej szczególnym problemem.

Nowym wydaniom Jeżycjady towarzyszy suplement – krótkie wprowadzenie w opisywany w książce czas, ilustrowany na przykład zdjęciami kartek żywnościowych. Może to pomogło Klarze, ale myślę sobie, że ona po prostu pokochała klimat powieści Małgorzaty Musierowicz i rodzinę Borejków. Zapamiętała nawet kilka łacińskich maksym seniora rodu, pana Ignacego Borejko.

Muszę się przyznać, że zaczynam córce zazdrościć. Ja zakończyłam czytanie Jeżycjady na tomie trzynastym – „Tygrys i Róża”. Chciałam ostatnio wypożyczyć w bibliotece kolejną część, „Kalamburkę”, ale niestety ktoś mnie ubiegł. Tak więc wracam do moich nastoletnich lektur i bardzo się cieszę, że dzielę je z moją najstarszą córką. Siadamy sobie czasami przy herbatce i dyskutujemy o losach jeżycjadowych bohaterów, na przykład o trudnych wyborach Gabrysi, którą porzucił mąż i została sama z dwiema córeczkami. I tak sobie gadamy.

A Wy wracacie czasem do swoich nastoletnich lektur? A może też czytaliście Jeżycjadę?

 

 

7 Odpowiedzi

  1. Jeżycjadę uwielbiam i czytam z niesłabnącym zainteresowaniem. Cała seria stoi już na półce w pokoju Starszej, ale na razie nie zainteresowała się tymi tytułami. Jestem ciekawa, czy rodzina Borejków i ją ogarnie swoim ciepłem:)

  2. Moja córcia dopiero 4ro letnia… mam nadzieję, że kiedyś przeczyta Jeżycjadę. Mi często się zdarza, przeszukując półki u rodziców, odnajdywać moje książki z dzieciństwa i czytać je razem z dziećmi. W wakacje czytaliśmy ‚Braci Lwie Serce’, jeszcze na głos… to cała rodzina (kuzynki i ich dzieci) się przysłuchiwała i wspominała tę książkę z rozżewnieniem…
    Ps. Właśnie się zastanawiałam nad książką dla 10cio letniej siostrzenicy, może właśnie kupie coś z moich ulubionych książek z dzieciństwa…

    • My też kochamy „Braci Lwie Serce”. Ciągle noszę się z zamiarem opublikowania recenzji. Polecam również „Ronję, córkę zbójnika”.

  3. O tak, we mnie również Małgorzata Musierowicz budzi wspomnienia najpiękniejszych, acz trudnych lat, dojrzewania.
    I myślę sobie, że choć czasy się zmieniły, to nastolatki pewnie teraz młodsze niż kiedyś, mają ciągle podobne problemy: pierwsza miłość, brak zrozumienia, potrzeba bycia piękną i zauważoną etc. Moja córeczka ma dopiero 2 latka i łudzę się, że za 8 może 10 lat i ona sięgnie po np. Kwiat kalafiora 🙂

  4. Oj chyba wszyscy czytaliśmy Jeżycjadę. Wymieniałam się ksiazkami z moją cioteczną siostrą. Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie, czy mam jeszcze te ksiązki,chciała pożyczyć, gdyż jej córka 10-latka zaczytuje się w tych książkach. A ja oczywiście mam, czekają na Tysię:)

  5. Kocham Jeżycjadę i nie zliczę, ile razy w dorosłym życiu wracałam do niej, czytając wybiórczo którąś część na poprawę nastroju:) Żałuję, że nie mam córki (tylko dwóch synów), która czytałaby tę serię. Ale może któryś z moich panów kiedyś też się skusi?

Zostaw Komentarz