Ludzie listów nie piszą…

Ostatnia wizyta u Dziadków okazała się niezwykle owocna. Córcia wygrzebała wśród moich lektur z dzieciństwa niezwykłą książkę „Listy, listy, listy” Czesława Janczarskiego. Kiedy czytaliśmy ją po raz pierwszy po długiej przerwie, ze środka wypadł niewielki skarb: maleńkie, wycięte z papieru listy, już lekko pożółkłe. A potem znaleźliśmy naklejoną na jedną z kart skrzynkę pocztową! Przecież te książkowe listy naprawdę można wrzucić do skrzynki, a potem przebyć z nimi drogę pociągiem pocztowym, samolotem i w końcu na rowerze w torbie listonosza! Większość kieszonek na listy była niestety pogubiona, ale podjęłam się próby ich restauracji i oto są. Tadam! Można czytać i przekładać. „Szkoda tylko, że dzisiaj nie pisze się już takich prawdziwych listów” – westchnął z żalem mój najstarszy synek. Oj, szkoda, szkoda…

Nasze pokolenie pisało w dzieciństwie sporo listów: do duńskiego Legolandu, po wymarzone naklejki, do „druzja” z ZSRR, bo takie było zadanie domowe z rosyjskiego, do mamy i taty z kolonii. A nasze dzieci? Moi chłopcy podjęli kiedyś próbę rozpoczęcia korespondencji z Dziadkami, czy też z ciocią. Tylko, o czym tu pisać, jeśli i tak wszystko wiadomo, bo właśnie odłożyło się słuchawkę telefonu?

Sztuka epistolograficzna powoli i nieuchronnie odchodzi do lamusa. Już nawet zakochani nie wysyłają do siebie listów tylko spotykają się na „Fejsie”. Tym bardziej warto sięgnąć po książkę „Listy, listy, listy”. Może znajdziecie ją gdzieś wśród swoich dziecięcych książek?

 

Książka Janczarskiego to wierszowana opowieść o drodze jaką przebywają cztery listy, napisane przez cztery różne osoby, każdy z innej okazji. Pisze dziewczyna do przyjaciółki, pisze przedszkolak do redakcji „Misia”, syn marynarz do stęsknionej matki, a Małgorzatka śle życzenia imieninowe do Zosi. A my czytamy, bierzemy w rękę nasze listy-wycinanki i wrzucamy do skrzynki. Opowieść snuje się dalej, a moja najmłodsza czytelniczka z zapałem wygrzebuje listy z poszczególnych kieszonek i wkłada do następnych: samochód pocztowy, pociąg pocztowy, samolot. Na końcu listy trafiają każdy do torby innego listonosza, tak by dotrzeć na miejsce i wywołać uśmiech na twarzy adresata.

 

A ja postanowiłam wysyłać moim dzieciakom kartki na urodziny. Pamiętam z dzieciństwa tą radość, kiedy w skrzynce znajdowało się list ze swoim imieniem i nazwiskiem! Tyle, że dzieciaki nawet nie zaglądają do skrzynki. Nigdy się nią nie interesowały, bo po co. Wystarczy, że co jakiś czas sprawdzają maila…

Listy, listy, listy
Autor: Czesław Janczarski
Ilustracje: Juliusz Makowski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 1964

2 Odpowiedzi

  1. Rzeczywiście, pisanie listów należy już do rzadkości. Tym bardziej cieszę się, że nasz syn Mikołaj prowadzi papierową korespondencję z kolegami z byłej klasy w Dublinie. Jakaż wielka jest radość, kiedy dostaje dwudziestostronicową odpowiedź 🙂

Zostaw Komentarz