Muszka Złotobrzuszka

Jejku, co to za książka! Nie dość, że rok wydania 1976, to jeszcze Wydawnictwo… „Małysz”! Pamiętam z dzieciństwa, że w historyjce o biednej muszce i dzielnym komarze, zawsze najbardziej podobały mi się ilustracje – wiadomo radziecka, wysoka jakość ilustratorska. A mój szczególny zachwyt wzbudzał obrazek, który znajduje się z tyłu książki – ten, na którym muszka staje na ślubnym kobiercu w pięknej sukni. Dziś czytam „Muszkę Złotobrzuszkę” z moją czteroletnią córcią i widzę jak oczy jej błyszczą, gdy słucha i ogląda tą wzruszającą historyjkę.

Napisana przez Kornieja Czukowskiego, zilustrowana przez Olega Zotowa, a wydana przez moskiewskie wydawnictwo „Małysz” – ta zeszytowa książka cieszyła oczy dzieciaków wychowywanych w czasach PRL. A wiecie, kto przetłumaczył tą klasyczną rosyjską (a może raczej radziecką) opowieść? Sam Władysław Broniewski!

Dzisiejszym dzieciakom, nic już te nazwiska nie mówią. Nie ma też dla nich znaczenia, to co napisane jest na odwrocie: „druk wykonano w ZSRR”. Historia wzruszająca, ilustracje piękne. Można z „Muszką Złotobrzuszką” spędzić niejeden miły wieczór.

Znacie dramatyczne losy Muszki? Ta sympatyczna istota znalazła nad rzeczką złotóweczkę i kupiła za nią samowar. W tym samowarze zaparzyła herbatę dla wszystkich małych i dużych przyjaciów-owadów. Goście byli zachwyceni!

 

Nagle na przyjęcie wdarł się pająk, spętał Muszkę nicią i uwięził w sieci. A goście? Wszyscy czmychnęli! Na szczęście w porę zjawił się dzielny komar. Swoją szabelką przegonił intruza, a śliczną Muszkę pojął za żonę. I żyli długo i szczęśliwie…

Równie długo i szczęśliwie przetrwała „Muszka Złotobrzuszka” na półce z książkami w moim rodzinnym domu. Teraz czytają ją moje dzieci i też radują się ze szczęśliwego zakończenia historii.

Muszka Złotobrzuszka
Autor: Korniej Czukowski
Ilustracje: Oleg Zotow
Tłumaczenie: Władysław Broniewski
Wydawnictwo „Małysz” – Moskwa, 1976

 

Jedna odpowiedz

  1. Nie „spętał i uwięził w sieci”, tylko zaczął wysysać z niej krew na żywca. Ona słabła i wtedy pojawił się komar, który nie „przegonił intruza”, tylko ściął mu łeb szablą. Nigdy takich koszmarów nie będę czytała moim dzieciom.

Zostaw Komentarz