O Emilu, który struga drewniane ludziki

Emil ze Smalandii potrafi wyprowadzić z równowagi nawet świętego! Ale ja i moje dzieciaki za nim przepadamy. A to dlatego, że gdziekolwiek pojawia się ten niebieskooki blondynek o wyglądzie aniołka z pewnością zdarzy się coś nieoczekiwanego. Nie dlatego, że Emil psoci. To psoty same tak jakoś mu się zdarzają.

Właściwie nie ma większego znaczenia, po którą książeczkę z serii o figlarnym Emilu sięgniecie. Ja mam w domu „Nowe psoty Emila ze Smalandii”, ale jako pierwszą przeczytaliśmy „Emila ze Smalandii.” Nie trzeba przestrzegać  ustalonej kolejności poszczególnych części, bo każda opatrzona jest wstępem, w którym autorka przedstawia głównych bohaterów. Wyjaśnia też dlaczego zagroda Katthult, w której mieszka Emil ze swoją rodziną, cieszy się taką złą sławą.

Trudno wymienić wszystkie psoty Emila. Każdy rozdział to jeden dzień z życia urwisa, a wydarzeń w nim tyle, że można by nimi obdzielić co najmniej tuzin dzieci. Wszystkie nieszczęsne wydarzenia notuje skrzętnie mama Emila. W jej kajecie sporadycznie znaleźć można wzmiankę: „Dziś Emil nic nie spsocił.” Takich dni jest jednak niewiele i nie zasługują na opisywanie ich w książce. Za to 28 lipca, kiedy to Emil zrzucił na tatę masę na kluski z czerniny, czy 26 grudnia, kiedy to Emil złapał do wilczego dołu złą babę zwaną Kommandorą – dręczycielkę wioskowych biedaków mieszkających w przytułku, muszą zostać opisanie z najdrobniejszymi detalami.

Emil nigdy nie ma złych intencji. Nigdy. Dlatego rację ma jego mama, która zawsze powtarza, że jest on dobrym chłopcem. Innego zdania jest taka, który kazde synkowi odpokutować za kazdą psotę. Emil zostaje zamknięty w drewutni, gdzie rzeźbi z drewna ludziki. I nie do końca wiadomo, czy to dla niego dobra kara, bo rzeźbienie ludzików Emil uwielbia.

A ja uwielbiam dialog Emila z jego przyjacielem parobkiem Alfredem:

– Wiesz co będę robił jutro? – spytał [Emil].
– Nie – odparł Alfred. – To jakiś figiel?
Emil przytknął fujarkę do ust i znów zaczął wygrywać. Idąc tak, przez chwilę myślał intensywnie.
– Tego nie wiem – odezwał się w końcu. – Tego nigdy nie wiem przed, dopiero po.

Ja lubię opowieści o Emilu z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że Emil przypomina mi mojego młodszego synka, któremu też zawsze jakby mimochodem zdarza się jakaś psota. Zwykle wtedy, kiedy chce pomóc, zrobić coś samodzielnie, żeby nie zawracać rodzicom głowy… Zresztą przyznacie sami – każde dziecko jest choć trochę takim Emilem.

Po drugie opowiadania o Emilu napisane są z niezwykłą autentycznością. Astrid Lindgren jest szczera i  prawdziwa, a dzieci to doceniają –  właśnie dlatego kochają książki szwedzkiej pisarki. Jest w „Nowych psotach Emila” taki fragment, który doskonale ilustruje lekkie pióro Lindgren. Za parobkiem Alfredem ugania się służąca Lina, która koniecznie chce zmusić go do żeniaczki. Alfred nie jest zainteresowany, ale nie wie jak Linie o tym powiedzieć. Emil oczywiście oferuje pomoc, jednak Alfred wie, czym mogłoby się to skończyć i postanawia sam załatwić sprawę. Jak sam mówi – w elegancki sposób. W końcu zbiera się na odwagę i mówi:

– A no o tym z żeniaczką, o której mówiliśmy… Słuchaj, sramy na to!”

[selkar id=30929] Tutaj wszyscy wybuchamy śmiechem i nie przestajemy się uśmiechać, gdy czytamy komentarz autorki:

„Tak, tak powiedział biedny Alfred! To straszne, że muszę to powtarzać. Raczej w ogóle nie powinnam ci tego opowiadać, bo nie chcę uczyć cię brzydkich słów, pewnie i tak już ich trochę znasz.”

Trzeci powód, dla którego lubię przygody Emila jest taki, że Lindgren odmalowuje w swoich opowiadaniach piękny obraz szwedzkiej wsi. A niektóre opisy choć dotyczą innego, odległego świata przypominają mi jednak świat mojego dzieciństwa. Świat, w którym na Święta piekło się tuzin ciast, kupowało się szynki, ubijało świniaka. I przez to Święta, czy wizyty gości były wydarzeniami szczególnymi. Dzisiaj każdego dnia jest w domu wszystko i trudniej odróżnić Święta od normalnego dnia. A ciast się nie piecze, tylko kupuje w cukierni… Za tym tęsknię.

Przygody Emila to lektura obowiązkowa dla wszystkich młodych czytelników. Jak zresztą wszystkie książki Astrid Lindgren. Czytając opowiadania o przygodach Emila dzieci się śmieją, bo myślą sobie „ale on łobuzuje, ja taki nie jestem”, a rodzice śmieją się, bo wiedzą, że i oni i ich dzieci byli lub są takimi Emilami.

Nowe psoty Emila ze Smalandii
Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Björn Berg
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Nasza Księgarnia, 2008.

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz