„Poczytaj mi mamo” – wspomnień czar

Nie mogłam się oprzeć, kiedy zobaczyłam ją na półce w księgarni. Wiedziałam, że kupuję ją dla mnie, a nie dla moich dzieci. Za duża dla dziecięcych rączek. Nieporęczna. Ale zawartość bezcenna. „Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza” wydana z okazji 90-lecia Naszej Księgarni to dobry pretekst, żeby zapoznać dzieci z bajkami naszego dzieciństwa. Tyle, że nic nie zastąpi starych cieniutkich wydań, które można było nosić ze sobą po domu to tu, to tam i zostawiać gdzie popadnie: na kanapach, w łazienkach, pod łóżkiem. Dobrze, że mam w domu kilka oryginałów.

 

 

W pierwszym tomie zbioru znalazło się 10 książeczek z serii „Poczytaj mi mamo”. Jestem pewna, że każdy z rodziców rozpozna wśród nich, choć jedną pozycję ze swoich dziecięcych zbiorów. Ja odnalazłam cztery znajome „poczytajki”, a wśród nich prawdziwy rarytas: „Agnieszka opowiada bajkę” Joanny Papuzińskiej.

Ta książeczka troskliwie chowana była dla następnych pokoleń dziewczynek przez moją mamę. Ja, jako dziewczynka mogłam setki razy wysłuchiwać historii o małym kotku, który szukał mamy. Pomaga mu piesek i prowadzi go do miękkiego dywaniku („Moja mama ma miękkie futerko”, mówi kotek), do miotły (Moja mama zamiata ogonkiem po podłodze), do radia (Moja mama mruczy mi kołysanki na dobranoc). I w końcu do prawdziwej ludzkiej mamy, która oczywiście przygarnia kotka jak własne dziecko. Przecież każda mama zlituje się nad zagubionym dzieckiem. Na końcu okazuje się, że narratorka, Agnieszka, znalazła takiego właśnie kotka przybłędę i chciała swoją bajką przekonać mamę, żeby zgodziła się wziąć go do domu.

Sama chciałam mieć zawsze małego kotka i wiedziałam, że jak spotkam takiego przybłędę zastosuję fortel Agnieszki z bajki Papuzińskiej. Niestety, żaden bezdomny kociak nie stanął na mojej drodze. Ale historię Agnieszki pamiętam do dziś i z lubością czytam ją mojej córci, zresztą imienniczce dziewczynki z książeczki.
Znałam też, „Mam przyjaciela” Danuty Wawiłłow, o tym jak prawdziwymi przyjaciółmi okazują się często ci, na których z początku w ogóle nie zwracamy uwagi. Znałam „Noc kota Filemona” – któż tego nie zna.

[selkar id=31019]Zbiór Naszej Księgarni pozwolił mi pośmiać się z „Daktyli” Danuty Wawiłłow ze świetnymi rysunkami Edwarda Lutczyna, zadumać nad „Zaczarowaną fontanną” i „Przygodą na balkonie” Heleny Bechlerowej. Lecz przecież nie tylko ja się śmiałam i dumałam! Przede wszystkim moje dzieci. Nawet chłopaki, którzy z początku stwierdzili, że są już „za starzy” na takie opowiastki. Ale słuchali.

Szkoda tylko, wielka szkoda, że to takie opasłe tomisko. Pięknie wydane owszem. Tylko takie „nie dla dzieci”: ciężkie i niepasujące do małych rączek. Może Nasza Księgarnia wznowi kiedyś oryginalne wydania. Ja, póki co zastanawiam się, czy kupić tom drugi. Muszę sprawdzić, jakie pozycje znalazły się w zestawieniu.

 

 

„Daktyle” Danuta Wawiłłow
ilustracje: Edward Lutczyn
1984

 

 

 

„Noc Kota Filemona” Sławomir Grabowski, Marek Nejman
ilustracje: Julita Karwowska-Wnuczak
1976

 

 

 

„Niebieska dziewczynka” Janina Porazińska
ilustracje: Zdzisław Witwicki
1985

 

 

 

„Kolczatek” Helena Bechlerowa
ilustracje: Danuta Przymanowska-Rudzińska
1980

„Wilczy apetyt” Sławomir Grabowski, Marek Nejman
ilustracje: Julita Karwowska-Wnuczak
1987

„Chcę mieć przyjaciela” Danuta Wawiłłow
ilustracje: Zbigniew Rychlicki
1979

 

 

 

„Cień pradziadka” Sławomir Grabowski, Marek Nejman
ilustracje: Julita Karwowska-Wnuczak
1986

„Przygoda na balkonie” Helena Bechlerowa
ilustracje: Maria Orłowska-Gabryś
1982

„Agnieszka opowiada bajkę”Joanna Papuzińska
ilustracje: Anna Stylo-Ginter
1975

 

 

 

„Zaczarowana fontanna” Helena Bechlerowa
ilustracje: Elżbieta Gaudańska
1977

Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza
zbiór
Nasza Księgarnia 2010.

Też Cię zaciekawi:

2 Odpowiedzi

  1. prawdziwy klasyk, łezka w oku
    pamiętam jak matka mi czytała, to chyba było z 1000 lat temu, teraz sam to czytam moim maluchom

  2. Jak urodzili się moi chłopcy to była pierwsza książka, którą im kupiłam (oba tomy od razu). Upodobali sobie jedną bajeczkę, przy której rechotali już jako kilku miesięczne brzdące. Mam na myśli „Daktyle” 🙂

Zostaw Komentarz