Zbigniew Lengren dla dużych i małych

Lengren dla małych i dużych
Pięknie wydany album „Zbigniew Lengren” z niezwykłymi rysunkami tego niesamowitego rysownika kupiłam dla siebie. Wpadł on jednak w ręce mojego starszego syna i całkowicie go zafascynował. Po pewnym czasie natrafił na niego młodszy i też zaśmiewał się z rysunkowych żartów mistrza. Kartkował strona po stronie i co chwilę wołał: „Mamo, a to widziałaś?” Tylko od czasu do czasu pytał: „Mamo, a o co w tym chodzi?” I wtedy stawałam się tłumaczem PRL-owskiej rzeczywistości, która uwieczniona została kreską Lengrena.

Ku mojemu zdziwieniu, większość rysunków ma jednak niezwykle uniwersalny charakter. Fascynujące jest to, że rysunki, które powstawały przed laty, są nie tylko zrozumiała, ale przede wszystkim zabawne dla dziesięciolatka i ośmiolatka żyjących w XXI wieku. Po tym poznać geniusz Lengrena. Pokażcie swoim dzieciom Filutka i dajcie im się pośmiać do łez.

Lengren był dla mnie zawsze przede wszystkim autorem książeczki mojego dzieciństwa „Gałgankowy skarb”. Znałam go także z serii o Filutku i jego piesku, publikowanej w „Przekroju” prze długie lata. W albumie „Zbigniew Lengren” odkryłam jednak mnóstwo rysunkowych niespodzianek – zabawnych kolaży, czy rysunkowych historyjek. Co jednak najważniejsze, Lengrena odkryły moje dzieci!

 

Album stał się dla nas także punktem wyjścia do rozmowy na tematy dotyczące czasów PRL-u, choć rysunków nawiązujących to ówczesnych czasów jest w książce stosunkowo niewiele. Większość , to rysunkowe dygresje na temat absurdów i zabawnych akcentów zwykłego codziennego życia. No i ten przeuroczy profesor Filutek!

Uwielbiam rysunki Lengrena także z innego ważnego powodu: pokazują one, że żeby było śmiesznie, wcale nie musi być ani wulgarnie, ani obrzydliwie, ani niegrzecznie. Takiej „wysokiej kultury” brakuje wielu dzisiejszym rysunkom satyrycznym.

Zbigniew Lengren
Opracowała: Katarzyna Lengren
Prószyński i S-ka Warszawa 2006

2 Odpowiedzi

  1. Mój synek jeszcze bardzo mały, ale uwielbia „Gałgankowy skarb”. W dzieciństwie tej książki nie znałam, teraz nadrabiam 🙂

Zostaw Komentarz