Ciasto

wpis w: Rozmaitości | 0

Ucieszyłem się straszliwie! Czekoladowe ciasto, moje ulubione! Siedziałem cały czas w kuchni i ciekła mi ślinka. Myślałem sobie, jakie ono będzie pyszne, aż mnie mama ocuciła i powiedziała: „Mikołaju, ja i tata idziemy na zakupy. Bądź grzeczny i przypadkiem nie zjedz ciasta!”.

Oczywiście posłuchałem mamy. Byłem bardzo grzeczny. Gdy strzelałem piłką w płot, zobaczyłem Alcesta.

– Cześć! – krzyknął niewyraźnie Alcest.

– Hej! – odpowiedziałem.

Alcest zatkany biszkoptami powiedział, że mu się nudzi i, że…  Skończył mówić, ale za to zaczął chodzić i wąchać jak pies. Bardzo śmiesznie wyglądał! Powiedział, że czuje zapach czekolady. Aha, nie wiem, czy już to mówiłem, ale Alcest to ten kolega, który jest gruby i ciągle je. Nagle zobaczył ciasto, które stygło na parapecie! Zaczął biec w jego stronę. Na szczęście jest dość powolny, więc go dogoniłem.

Powiedziałem, że to ciasto zrobiła moja mama i że nie może go dotykać. Alcest powiedział, że skoro tak, to wyzywa mnie na pojedynek. Zgodziłem się. Uciekliśmy! On w krzaki, a ja w begonie mamy. Nim się obejrzałem, biegł w moim kierunku z piaskowymi bombami! Musiałem uciekać, bo inaczej nie spróbowałbym ciasta, tylko piasku! Gdy Alcest węszył za mną podobnie jak za ciastem, skoczyłem mu na plecy i zacząłem uderzać go bukietem begonii! Uciekł za płot i usłyszałem tylko jak krzyczy: „Wezwać posiłki!”.

Wyskoczył zza płotu i zaczął mnie gonić! Wbiegliśmy do domu. W kuchni ubraliśmy garnki na głowy, wzięliśmy patelnie i zaczęliśmy się tłuc! Okrutnie zmęczeni położyliśmy się na trawie w ogrodzie. Alcest zaczął pałaszować bułkę z szynką, a ja usłyszałem tylko: „Jeszcze je dopadnę!”.  Chodziło chyba o ciasto. Nagle zobaczyłem rodziców wjeżdżających na podwórko. W pośpiechu odłożyliśmy garnki i patelnie na miejsce. Miałem nadzieję, że mama nie zauważy braku kilku begonii, bo mamy ich chyba miliony. Tata wyraźnie zmęczony, obładowany, nie wiadomo czym, położył się na kanapie. Mama, widząc mnie i Alcesta zapytała, czy było fajnie i czy ciasto przetrwało.

– Oczywiście! – odpowiedziałem zmieszany.

Nagle mama zaczęła nas częstować. Mówiąc „nas”, mam na myśli mnie i Alcesta. Ukroiła mu chyba połowę ciasta, raz, że z grzeczności, a dwa, że Alcest nie miał umiaru w jedzeniu. Tyle trudu włożyłem w to, żeby nie tknął ciasta, a tu taka niespodzianka…

Krystian Kukiełczak, kl. Va

 

 

 

Zostaw Komentarz