Wpis do dzienniczka

wpis w: Rozmaitości | 0

Dzisiaj miałem niesamowity dzień, którego nigdy nie zapomnę. Już od samego rana wszystko szło jak z płatka.

Tata zaproponował mi, że odprowadzi mnie do szkoły, chociaż prawie nigdy tego nie robi. Lubię, gdy tak sobie idąc, rozmawiamy, śmiejemy się, opowiadamy sobie dowcipy i historyjki. Do szkoły doszedłem więc w bardzo dobrym humorze. Na lekcjach byłem tak grzeczny, że aż pani powiedziała: „Mikołaju, co się z tobą stało? Nie poznaję cię! Tak grzecznego dawno cię nie widziałam”. Poprosiłem panią, żeby wpisała mi to do dzienniczka, ponieważ chciałem pochwalić się rodzicom. Po szkole, wbiegając do domu, potknąłem się  o próg. Bardzo zabolała mnie noga, więc wrzasnąłem „Cholera!”. Mama przestraszona wybiegła z kuchni i zaczęła płakać, a tata stanął jak wryty.

No i cały mój dobry humor zniknął. Tata powiedział, że jestem nieznośny, że nie dostanę dzisiaj deseru i że mam natychmiast iśc do pokoju i przemyśleć, jak się wyrażam. Mama jeszcze tylko westchnęła i powiedziała, że to wszystko wina ojca, bo się mną nie zajmuje. Kurczę blade, a było dzisiaj tak fajnie. Wieczorem przy kolacji panowała niemiła atmosfera, bo każdy na każdego był obrażony i kolacja była niesmaczna, bo mama przypala pieczeń i przesala zupę, gdy się zdenerwuje. Nie chciałem dodatkowo robić mamie przykrości i powiedziałem, że kolacja jest przepyszna i dawno takiej dobrej nie jadłem. Na te słowa mama się rozpłakała. Chcąc sprawić jej trochę przyjemności, przeczytałem, co pani napisała mi w dzienniczku: „Mikołaj był wyjątkowo grzeczny”. Rodzice bardzo się zdziwili i ucieszyli. Tata powiedział, że przecież wie, że ma dobrze wychowanego syna i że to jego zasługa i że w nagrodę pójdziemy do sklepu zoologicznego i kupimy myszkę, o której zawsze marzyłem.

No i dzień był uratowany. No bo co w końcu, kurczę blade, każdemu może zdarzyć się powiedzieć „Cholera!”.

Marc Gárdosi, kl. Vb

 

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz