Pan Pierdziołka spadł ze stołka

 Nawet nie przypuszczałam, że istnieje tyle rozmaitych wyliczanek, rymowanek, powtarzanek, które dzieci w przedszkolach i szkołach całej Polski recytują od lat. Ba! Od dziesięcioleci. Taka „Beksa-lala”, co pojechała do szpitala, albo taka „baba, która siała mak”. I inna baba, która siedzi na cmentarzu i trzyma nogi w kałamarzu. Zdziwiłam się też, że tyle z nich znamy. Ale „Pana Pierdziołka, który spadł ze stołka” poznaliśmy dzięki tej uroczo-zabawnej książeczce. Znacie go? Fajny z niego gość.

„Pan Pierdziołka spadł ze stołka” – jak byście zareagowali widząc w księgarni książkę o takim tytule? My nie mogliśmy przejść obok niej obojętnie. Wszystko, co choć w [selkar id=188592]najmniejszym stopniu kojarzy się z pierdzeniem, bekaniem i innymi „niecenzuralnymi” zachowaniem od razu przykuwa uwagę moich dwóch nieletnich mężczyzn. Chociaż muszę przyznać, że i mi Pan Pierdziołka od razu przypadł do gustu. Gdyby nie ten tytuł, pewnie decyzja o kupnie książki nie zapadłaby tak błyskawicznie.

Książka nas nie rozczarowała. Nie spodziewaliśmy się po niej literatury wysokich lotów. Wręcz przeciwnie, liczyliśmy na rozrywkę odwołująca się do najniższych emocji. Dostaliśmy to, czego szukaliśmy, ale i coś więcej.

 

Wyliczanki z „Pana Pierdziołki” to proste wierszyki. Wiele z nich pamiętam z mojego dzieciństwa. Nikt już nie wie, kto jest ich autorem. Jednak proste wcale nie znaczy głupie. Wiele wśród nich wierszyków z morałem – prostym, ale dobitnym.

Kto się gniewa, niech się gniewa,
Niech se przyponie nos do drzewa.
Niech to drzewo dotąd nosi,
Aż się z nami nie przeprosi!

Na początku nie mogłam przyzwyczaić się do ilustracji. Wydały mi się nieco „prostackie”. Takie bazgroły. Z czasem je zaakceptowałam, choć moim zdaniem nie są mocnym elementem książki. Ale co tam, obrazki z „Pana Pierdziłki” one śmieją się do mnie z kart książki i wołają:

Tere fere kuku,
Strzela baba z łuku.
Zestrzeliła księżyc z nieba,
narobiła huku.

Pan Pierdziołka spadł ze stołka. Powtarzanki i śpiewanki
Wybór i opieka redakcyjna: Tadeusz Zysk, Jan Grzegorczyk, katarzyna Lajborek_jarysz
Ilustracje: Katarzyna Cezary
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2012

7 Odpowiedzi

  1. O,a ja nie znam jeszcze tej ksiązeczki,a wyliczanki uwielbiamy z córką.

    • W takim razie polecam! To prawdziwa „wyliczankowa” kopalnia, a w niej kilka „rubasznych” wierszyków, przy których będziecie się wspólnie zaśmiewać 🙂

  2. Wczoraj spotkałam się z informacją o wydaniu drugiej części i nie omieszkałam zakupić kompletu 🙂 Moi chłopcy mają coprawda dopiero 15 miesięcy i sami się w nie nie zaczytają, jednak zaśmiewają się w głos jak próbuję im recytować spamiętane z własnego dzieciństwa „głupawe” wierszyki. Dzięki tej książeczce, dotarłam na Twojego bloga, który skradł mi serce, ponieważ kocham ksiązki i chcę zaszczepić tą miłość moim synom, a tu znalazłam masę pomysłów, inspiracji co jeszcze warto kupić do małej biblioteczki bliźniaków. Dziękuję 🙂

    • Powiedzieć, że zrobiło mi się miło to za mało… Dzięki za ciepłe słowa 🙂

  3. Witam, widocznie książka się mało sprzedawała bo w tym roku na zakończenie przedszkola wiele dzieci otrzymało ją w „prezencie”. I myślę ze drodzy państwo zanim ją kupicie dokładnie przeglądnijcie ta książeczkę. Być może ona jest dla starszych dzieci bo ilustracje straszą małe dzieci. Wierszyki tez nie na tym poziomie a oto kawałek jednego z nich……”W małym miasteczku na Mariensztacie mieszkała sobie rodzinka, Ojciec i matka, dwie stare ciotki, Mieli malutkiego synka. Ojca powiesił na kalesonach, Matkę utopił w klozecie, Dwie stare ciotki, nabił … itp.

    • Moja trójka książeczke bardzo lubi, a ja choć zgadzam się, że ilustracje trudno uznać za piękne, śmiem twierdzić, że nie zostały przekroczone żadne granice. Większośc wierszyków, wyliczanek pamiętam z dzieciństwa. Odrobina makabreski dzieciom nie zaszkodzi. Pilnujmy raczej, żeby zamiast wpatrywać się w komputer, czy telewizor wzięły do ręki książkę, nawet taką ciut zabawną, i ciut straszną…

Zostaw Komentarz