O życiu, śmierci i trudnych rozmowach z dziećmi…

Będzie na poważnie. Po co nam właściwie książki? Dla rozrywki, wyszukania informacji, poszerzenia horyzontów, zagospodarowania czasu, rozwijania umiejętności językowych i zasobu słownictwa? Tak, można wypisywać sporo, ale dla mnie literatura jest również a może przede wszystkim punktem wyjścia do dyskusji, takim katalizatorem trudnych spraw, emocji, tematów. Niedawno przez Polskę przeszły czarne marsze. Towarzyszyły im wszechobecne dyskusje o aborcji i prawach kobiet. Jestem mamą czterech kobiet i jednego mężczyzny. Dwie najstarsze z córek zapytały mnie co o tym wszystkim myślę. Podskórnie czuły, że świat nie jest tak spolaryzowany, tak czarno-biały, jak twierdzili przedstawiciele walczących w tej sprawie obozów. Trudny temat, sama mam z nim problem, nie wzięłam udziału w żadnym z marszów ani tym czarnym, ani białym.

chiara

W rozmowie z córkami pomaga mi literatura. Sięgam więc po przykład życia Chiary Corbelli Petrillo opisany przez Simone Troisi i Cristianę Paccini w książce „Przyszliśmy na świat, by nigdy nie umrzeć.” Jest to przykład ekstremalny, niewiarygodny, wymykający się schematom, podskórnie się z nim nie godzimy, bo jest zbyt trudny. Oto Chiara i Enrico – młode małżeństwo pełne planów na przyszłość i marzeń zostaje postawione wobec sytuacji ekstremalnych – umiera im po kolei dwoje dzieci (umierają tuż po urodzeniu z powodu ciężkich wad genetycznych), a w piątym miesiącu trzeciej ciąży u Chiary zostaje wykryty bardzo agresywny nowotwór. Kobieta odwleka chemioterapię i naświetlania ze względu na ciążę. To niesprawiedliwe, prawda? To stanowczo za dużo i czytając masz ochotę rzucić książką. Chiara rodzi zdrowego chłopca, Franciszka. Choroba nie daje jednak za wygraną i młoda mama umiera w wieku 28 lat. Po co daję taką książkę moim córkom? Nie, nie jestem jakąś fanatyczką, która każe każdej kobiecie będącej w sytuacji Chiary rezygnować z walki o własne życie. Podziwiam heroizm tej kobiety, ale nie uważam, żebym miała prawo od kogokolwiek takiego heroizmu się domagać. Fascynuje mnie jednak ta historia, bo opowiada o konsekwencji i bohaterstwie młodej dziewczyny. Ona nie była owieczką prowadzoną na rzeź. Walczyła o swoje zdrowie, denerwowała się, gdy po operacji języka nie mogła mówić, była człowiekiem z krwi i kości, z uczuciami i emocjami oraz z ogromnym apetytem na życie. Jej wybór – opóźnienie własnego leczenia podyktowany był Miłością, napisała w liście do syna: „Z tego, co udało mi się zrozumieć przez te wszystkie lata, mogę tylko ci powiedzieć, że Miłość stanowi centrum naszego życia. Przychodzimy na świat z miłości, żyjemy, by kochać i być kochani, i umieramy, by poznać prawdziwą miłość Boga.” To była właśnie wiara Chiary. Nie mam pojęcia, czy będąc na jej miejscu umiałabym tak mówić o Bogu. Straciła przecież dwoje dzieci, zachorowała na śmiertelną chorobę, ogromnie cierpiała. Nie oceniam jej wyborów. Mogę tylko się pokłonić przed nią jako niezwykłym człowiekiem. W świecie, w którym ciągle słyszę JA i MOJE, ona odważyła się zrezygnować z siebie. Wierzę, że dla moich córek opowieść o Chiarze Petrillo będzie niezwykłą historią o odwadze i wielkiej wierze.

„Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć”

Autorzy: Simone Troisi, Cristiana Paccini

Tłumaczenie: Barbara Durbajło, Anna T. Kowalewska

PROMIC, 2016

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz