Jedenastolistopadowe wspomnienie

wpis w: Mama pisze | 0

chochla4Córeczko, nie wiem czy to ta jedenastolistopadowa mgła przykleiła do mnie to wspomnienie, czy wrodzony sentymentalizm, a może jesienna nostalgia, ale dziś przypomniałam sobie o prababci Ludwice, właściwie Twojej praprababci. Nalewałam zupę, spojrzałam na chochlę i uśmiechnęła się do mnie we wspomnieniach prababka Ludwika.

Powiesz, że to dziwne jedenstolistopadowe wspomnienie, bo może powinnam wspomnieć pradziadków ułanów, dziadków partyzantów i akowców a nie prababkę. A przecież Ludwika walczyła córeczko, walczyła chochlą. – No właśnie – powiesz – co to za dziwne słowo ta „chochla”? – Jak podaje jak zwykle usłużna i szybka Wikipedia chochla to: ” narzędzie do nakładania posiłków (sztuciec). Duża łyżka przystosowana do głębokich naczyń. Wykonana najczęściej z metalu lub tworzyw sztucznych. Chochlą nalewa się zazwyczaj zupę lub inne płyny. Typowa chochla ma długi uchwyt zakończony małą, głęboką miską, często ustawioną pod takim kątem, by ułatwić podnoszenie płynów. Podobnie jak inne naczynia kuchenne, chochle są zazwyczaj zrobione z nierdzewnych, stalowych stopów. Mogą być również zrobione z aluminium, srebra, plastików, bambusa lub innych materiałów. Ich rozmiar waha się w zależności ich docelowego zadania. Większe chochle mają około 30 cm.”

Chochla Ludwiki jest jak najbardziej metalowa, ciężka, z monogramem na zgrabnej rączce. Przez te sto lat użytkowania została tu i tam nadgryziona zębem czasu, porysowana. Ale wiesz, ta chochla to był oręż Twojej praprababki. Przed wojną była panią oficerową. Mąż służył w pułku ułanów. Miała panią do sprzątania i kolekcję wytwornych sukien oraz futer. Zajmowała się domem, synem i działalnością społeczną, należała do amatorskiego teatru. Gdy wybuchła wojna i 7 września zbombardowano jej miasto, liczyła na szybki koniec tego konfliktu, wkroczenie do Polski wojsk Francji i Anglii. Zdławienie Niemców. Gdy wojna trwała a mąż nie wracał zderzyła się z codziennością. Zaczęło brakować pieniędzy. Musiała znaleźć jakieś źródło dochodu. Patrzę na jej zdjęcia w albumie, jakże była elegancka. Wiesz, razem z trzema innymi koleżankami otworzyły w swoim miasteczku, przy rynku małą restaurację. Zarabiały na codzienne wydatki i … karmiły partyzantów z okolicznych lasów. Ta chochla, którą dziś nalewam Tobie ogórkową, to właśnie chochla prababki Ludwiki z tej jej naprędce otworzonej restauracji.

Kobiety przetrwały wojnę. A ta chochla przeżyła prababkę. I pewnie przeżyje i mnie. Wspominam więc dziś w ten mglisty jedenastolistopadowy dzień prababkę Ludwikę przy nalewaniu ogórkowej. Smacznego Córeczko.

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz