Wieczorowo i refleksyjnie

wpis w: Mama pisze | 0

martaWiesz Córko, to zdarza się co jakiś czas, takie poczucie kruchości życia i braku wpływu na to, kiedy się ono skończy. Mamy tyle planów życiowych, podróży do odbycia, książek do przeczytania, utworów do zagrania i wysłuchania, ścieżek do wydeptania, tematów do przegadania. Co jakiś czas małe zdarzenie, krótka rozmowa, usłyszana gdzieś informacja boleśnie uświadamiają mi moją niewielkość w stosunku do Boga, Losu, Przeznaczenia – nazwij jak chcesz. Znajoma odkrywa tętniaka i czeka na operację, komuś umiera żona na białaczkę, ktoś otrzymuje diagnozę raka trzustki, inny gnał samochodem do domu z pracy i nigdy do domu nie dojechał – zginął w wypadku. Och wiem, TO się dzieje ciągle – wypadki, choroby, śmierć. A jednak izoluję taką ewentualność, odsuwam od siebie. Ustawiam swój stosik książek do przeczytania, szukam na mapach świata nowego miejsca do odkrycia, po wielkiej kłótni odkładam rozmowę z Tobą Córko na wieczór – że niby emocje opadną i będzie łatwiej. A teraz dopada mnie myśl, że może powinnam być na to życie bardziej zachłanna, łykać je, pożerać, korzystać z niego na maksa, bo co będzie nie wiadomo.

Och wiem, to taka chwila refleksji, ale … wrzucam na siebie dres, gwiżdżę na psa, wskakuję w adidasy i wybiegam z domu. Robię moją kilkukilometrową rundkę, zaczynam odczuwać zmęczenie, pocę się i czuję, że żyję. Wiem, że koleżanka jutro trafi na stół operacyjny, gdzie zajrzą jej do mózgu i postarają się zlikwidować tętniaka, ktoś pewnie otrzyma jakąś złą diagnozę, inny zginie, kogoś cudem uratują od śmierci. A ja wciąż żyję. Czuję w nogach 10km biegu i cieszę się moim wynikiem na pulsometrze. Uświadamiam sobie, że moja wolność polega na tym, że nie mam na długość mojego życia jakiegoś zasadniczego wpływu. Chciałabym obserwować Twoje Córeczko życie, wybory, książki na stoliku, człowieka u boku. Taka wieczorna refleksja mnie ogarnęła. Dobranoc.

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz