Posłuchaj jak dźwięczą kolory

Ta historia jest namalowana, pięknie namalowana. To historia o niewidomej dziewczynce i o jej niezwykłym świecie, w którym kolory mają dźwięki. „Dźwięki kolorów” to też opowieść o naszym świecie, o nas, o tym, że choć widzimy często tak naprawdę niewiele dostrzegamy. Oglądaliśmy i czytaliśmy książkę wszyscy: od trzech do lat trzydziestu z niemałym okładem. Cześć z nas bardziej oglądała, część bardziej słuchała. Wszyscy daliśmy się oczarować magii obrazów Jimmy’ego Liao.

To nie jest łatwa lektura. To książka intrygująca. Można ją czytać na wiele sposobów. Można jej nie czytać, można ją po prostu oglądać, jak czyni to moja trzyletnia córcia. Przy [selkar id=180780 ]pierwszym zetknięciu „Dźwięki kolorów” były dla nas historią niewidomej dziewczyny, która podróżuje metrem, bez celu, samotnie. Na swojej drodze często się potyka, mierzy się z trudnościami, gubi się w przepływającym przez podziemne tunele tłumie.

Ale „Dźwięki kolorów” to także inna podróż. Podróż w świat wyobraźni, świat, w którym nie widząc -czasem możemy zobaczyć więcej niż inni. Podróż do wspomnień z dzieciństwa, podróż w stronę nadziei i wiary w cud. Życie? Tak – życie, nad którym nieustannie czuwa anioł, przewijający się na baśniowych ilustracjach pod różnymi postaciami.

 

Jeśli ktoś raz widział ilustracje stworzone przez wybitnego tajwańskiego ilustratora Jimmy Liao, rozpozna je bezbłędnie. Każda z nich jest autonomicznym obrazem przemyślanym w najdrobniejszym szczególe. Te ilustracje kryją w sobie niespodzianki: a to oko zerkające na nas przez dziurkę od klucza, a to zagubione czerwone jabłko. Nad każdym z obrazów można się zadumać.

Mnie zadziwiło to, jak szybko mój starszy, jedenastoletni syn odgadł ukryte w opowieści metafory. „Mamo, ta ostatnia ilustracja. Ta, na której dziewczynkę porywa wielki dźwig. Czy to znaczy, że ona umarła?” Może? Tak. Chyba… W każdym razie dźwig zabrał ją w piękne miejsce. Jakie? Sprawdźcie w książce. Ostatnia strona.

Dźwięki kolorów 
Tekst i ilustracje: Jimmy Liao
Wydawnictwo Officyna, 2012

Zostaw Komentarz