Pięknie poplątana historia

 „Włosy mamy” chodziły za mną, od co najmniej kilku miesięcy. Przyglądałam się, czytałam opinie, myślałam: „Czy się spodoba? Czy nie za trudne? Komu bardziej przypadnie do gustu: dzieciakom, czy raczej mi?”. W końcu kupiłam i przeczytaliśmy. Gro Dhale i Svein Nyhus stworzyli piękną, poetycką opowieść o smutku rodzica. Ale to nie sam smutek jest tu najważniejszy, a walka, jaką toczy z nim dziecko. Jak próbuje zrozumieć i rozsupłać węzły maminych myśli. „Bo myśli są skłębione, uczucia splątane, sprawy zasupłane.” Jestem pewna, że każdy z nas, choć raz doświadczył podobnego stanu. Opowiedzmy o tym naszym dzieciom.

Przeczytać można gdzieniegdzie opinie, że „Włosy mamy” to raczej książka dla dorosłych niż dla dzieci. Ja jednak tak nie uważam. Rzeczywiście nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Podobnie jak inne książki tego duetu pisarsko-ilustratorskiego, „Włosy mamy” opowiadają o sprawie niezwykle złożonej.

Chociaż z drugiej strony, mam wrażenie, że to my dorośli od razu zabieramy się za głęboką analizę podejmowanych w książce tematów. Dzieci widzą obrazy, obserwują dzielne zmagania małej dziewczynki, Emmy ze splątanymi włosami, słuchają melodii opowieści, szemrających, szeleszczących, szumiących słów.

Mała Emma ma najukochańszą mamę na świecie, a mama ma najpiękniejsze włosy na świecie. Włosy są tak piękne, że śpiewają, tańczą – przynajmniej tak widzi je Emma. Jednak bywają dni, gdy mama jest smutna, bardzo smutna. Płacze tak bardzo, że w pokoju unosi się mgła (piękna ta przenośnia!) Wtedy włosy też są smutne, splatane, skołtunione.

Najpierw Emma się złości, przez moment czuje się bezradna, ale szybko postanawia mamie pomóc – rozplatać jej kołtuny, wygonić ukryte w nich czarne wrony. Wyrusza w głąb włosów uzbrojona w szczotkę. I kiedy tak zmaga się z włosami, spotyka w nich starszego, sympatycznego pana, który okazuje się wykonywać tą samą pracę, co Emma. On do rozplątywania włosów używa jednak grabi, wie, że zwykła szczotka może sobie nie poradzić. Kim jest ten pan, możemy się tylko domyślać. Może to symbol nadziei? Ale w naszym domyślaniu się my dorośli zostajemy osamotnieni. Dzieci słuchające opowieści cieszą się po prostu, że ów pan tam jest i pomaga nie tylko rozplatać włosy mamy, ale także pokazuje Emmie drogę do wyjścia.

Emma wykonała kawał dobrej roboty. Wszystko trwa jeszcze chwilę, ale kiedy wstaje nowy dzień, Emma znowu znajduje cichą przystań w ramionach mamy i może słuchać śpiewu jej włosów.

.

Choć wszystkie moje dzieciaki słuchały „Włosów mamy” z uwagą, postanowiłam zrobić im na koniec małe przepytywanie. „O czym według was była ta książka?” „O poplątanych włosach” – powiedziała moja trzylatka. Siedmiolatek pokiwał głową zgadzając się z przedmówczynią. Tylko dziesięciolatek miał pewne wątpliwości: „O psychice…” – zapytał niepewnie.

I tak sobie myślę, że pełen sens tej książki są w stanie pojąć dopiero starsze dzieci. Co wcale nie znaczy, że młodszym nie należy jej przeczytać. Bynajmniej! Koniecznie trzeba ją przeczytać! Młodsze dzieciaki z wielką uwagą obserwują zmagania Emmy z włosami mamy. „Uda jej się, czy nie uda rozsupłać te wszystkie węzły?” I słuchają pięknego języka tej onomatopeicznej opowieści, pełnego szmerów, szumu i wichru hulającego we włosach. Wielkie brawa dla tłumaczki!

Włosy mamy
Autor: Gro Dhale
Ilustracje: Svein Nyhus
Tłumaczenie: Helena Garczyńska
Wydawnictwo EneDueRabe, 2010

 

2 Odpowiedzi

  1. Przepiękne ilustracje.

Zostaw Komentarz