„Wściekły człowiek”: Czy czytać dzieciom o przemocy?

wpis w: Raczej na poważnie | 3

Od kiedy przeczytałam na blogu Czytanki-przytulanki wpis o książce duetu autorskiego Gro Dahle/Svein Nyhus „Sinna Mann” (Wściekły człowiek), nie daje mi spokoju jedno pytanie: czy powinniśmy dzieciom czytać książki o przemocy? Tytułowym „wściekłym człowiekiem” jest bowiem ojciec, a zaszczutą ofiarą – jego kilkuletni synek. „Sinna Mann” nie doczekał się póki co swojego polskiego wydania, ale biorąc pod uwagę popularność innych książek tej autorskiej pary, z pewnością nastąpi to już niebawem. I choć staram się rozmawiać z moimi dziećmi na różne tematy, wątpię bym znalazła w sobie tyle odwagi, by przeczytać z nimi „Wściekłego człowieka”.

Norweską parę Gro Dhale (tekst) i Svein Nyhus (ilustracje) poznałam przy okazji lektury Grzecznej, o której pisałam jakiś czas temu. Książeczka o dziewczynce, która była tak grzeczna, że pewnego dnia zniknęła ujęła mnie i moje dzieciaki niezwykłą prostolinijnością. Nigdy wcześniej nie spotkałam się w literaturze z takim potraktowaniem tematu: dzieci mają być dziećmi, muszą czasem zrobić awanturę, wrócić do domu z dziurą w spodniach, czy beknąć przy stole. Doceniam szczerość autorki i niepokojące ilustracje, które towarzyszą prostemu i pełnemu treści tekstowi.

A oto ilustracje z książki „Wściekły człowiek”. Czy nie są nazbyt szczere? Czy dzieci powinny czytać, oglądać takie książki?

Po obejrzeniu filmu nakręconego na podstawie „Wściekłego człowieka” przez Anitę Killi, moje wątpliwości są jeszcze większe. Czy to na pewno książka dla dzieci? Czy możemy, czy powinniśmy z dziećmi rozmawiać o takich trudnych sprawach i to w taki dosłowny, porażający sposób? Ja myślę, że nie. Za to i film, i książka powinny stać się lekturą obowiązkową wszystkich dorosłych.

 

.

3 Odpowiedzi

  1. Uwielbiam literatutę skandynawską, ale jakoś nie mogę odszukać przesłania tej książki? Że przemoc jest zła? Tu tą przemocą jest tata. Do mnie nie trafia.

  2. Jestem sparaliżowana po obejrzeniu tej animacji. To jak na razie najcięższy kaliber na jaki się natknęłam jeśli chodzi o literaturę skandynawską dla dzieci. Moja córka ma 2,5 roku, Włosy mamy czy Tato, czy też Grzeczna nie są jeszcze dla niej, choć kiedyś pewnie przeczytamy. Ale Wściekły człowiek zdecydowanie nie jest dla wszystkich.

  3. Myślę że tą książkę inaczej się widzi kiedy jest się rodziną bez problemów, gdy dzieci nawet nie wyobrażają sobie że coś im się może stać a inaczej gdy nagle z tym problemem się spotykają. Nie chodzi nawet o to że same są bite ale o to dlaczego koleżanka/kolega na podwórku/w szkole jest taka cicha, czemu ma siniaki. Co to za hałasy u sąsiadów i dlaczego sąsiadka tak często płacze i krzyczy (wiem, wiem – powinno się dzwonić na policję i wiem że to z praktyki niczym się nie kończy bo jest dalej tak jak było). Książki od zawsze istniały po to by pomóc dzieciom oswajać się z rzeczywistością a ona nie zawsze jest idealna.

Zostaw Komentarz