Benedykt i Jan idą na koniec świata

wpis w: Raczej na poważnie | 0

Jak oni dali radę? W 1245 roku? Na koniach do Mongolii? Książkę Łukasza Wierzbickiego „Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana”, opisującą niezwykłą podróż do Imperium Mongolskiego dwóch Franciszkanów – Benedykta Polaka i jego włoskiego przyjaciela Jana, czytaliśmy, kiedy sami byliśmy w podróży. Podróży pełnej przygód (nie tylko przyjemnych). Tym bardziej przecierałam oczy ze zdumienia, jak braciszkowie dali radę? A chłopcy wzdychali: „1245 rok – to baaardzo dawno temu!”

Łukasz Wierzbicki zaserwował nam kolejną po „Afryce Kazika” opowieść o podróżowaniu. Tym razem opowiada o niezwykłej wyprawie w nieznane, której przyświecał szczytny cel. Dwóch Franciszkanów otrzymało misję od papieża Innocentego IV, by zawieść list do wielkiego chana Imperium Mongolskiego, prosząc o zaprzestanie podbojów Europy.

[selkar id=120284]Rzut oka na mapę. Sprawdzamy, gdzie leży Mongolia. Kawał świata stąd. Dziś to w porównaniu z sąsiednimi mocarstwami niewielki skrawek lądu, ale w XIII wieku Mongołowie zalewali niemal całą Azję i spory kawałek Europy (znowu konsultacja z mapą). W obliczu realnego zagrożenia papież Innocenty IV wysyła do kraju Mongołów swoją delegację w osobach dwóch skromnych braciszków. Tylko dokąd mają oni się udać? Aż na kraniec świata? Wszystkie dostępne mapy w pewnym miejscu się urywają…

Franciszkanie zabrali swoje konie, spakowali do tobołków garść dobrych rad, oraz trzysta bobrowych skórek jako dary dla Mongołów i dorzucili do tego mnóstwo wiary w sens swojej misji. To wystarczyło, by ta usiana niebezpieczeństwami wyprawa się powiodła.

Książka Wierzbickiego ujęła nas nie tylko tym, że opowiada niezwykłą, prawdziwą historię, ale przede wszystkim tym, że po raz kolejny udowadnia stara prawdę – życie bywa dużo ciekawsze od fikcji. Zapamiętamy z niej przede wszystkich piękną opowieść o podróżowaniu: każda podróż to niezwykła szkoła życia, w której poznajemy nie tylko innych ludzi, ale przede wszystkim siebie samych.

Benedykt i Jan zawieźli list do mongolskiego chana. Wypełnili swoją misję i mogli z lekkim sercem wracać do domu. Chociaż rozdali wszystkie skórki, nie wracali do kraju z niczym. Podczas wyprawy poznali Mongołów – nie krwawych najeźdźców i morderców podżynających gardła, ale prawdziwych przyjaciół, pomocnych i dobrych. Nauczyli się innego języka, poznali inne zwyczaje, inne religie. A nam pokazali, jak być wytrwałym i odważnym. I jak tak sobie myślę, to ten 1245 rok nie wydaje się aż taki odległy…

Kiedy skończyliśmy lekturę, mój starszy syn spytał: „Mamo, a pamiętasz legendę o hejnale krakowskim? O tym, jak strzała ugodziła hejnalistę w szyję? Może to było właśnie w czasie najazdu Mongołów?” „Tak synku, wydaje mi się, że masz rację.” No właśnie, Panie Łukaszu, mamy rację?

Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana
Autor: Łukasz Wierzbicki
Ilustracje: Wojciech Nawrot
Wydawnictwo Pointa, 2011

Serdecznie dziękuję autorowi, za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki! www.lukaszwierzbicki.pl

Zostaw Komentarz