Podróż za jedną rybę

Niektórzy wygrywają w totolotka, a inni znajdują ogromną rybę. To właśnie przydarzyło się Kurtowi, kierowcy wózka widłowego. Ryba była tak ogromna, że dzięki niej ani Kurt, ani jego żona Anna-Liza nie musieli pracować, a cała rodzina, mogła udać się w podróż dookoła świata. „Chciałbym mieć taką rybę!” westchnął mój synuś, kiedy byliśmy mnie więcej w połowie lektury. Oj, ja też bym chciała! Kiedy na stronie księgarni internetowej przeczytałam opis książki „Kurt i ryba”, który zawierał określenie „norweski bestseller” wiedziałam, że muszę ją mieć. Dziwnym trafem Skandynawowie mają niezwykły dar tworzenia wyjątkowych książek dla dzieci. Już po pierwszych zdaniach wiedziałam, że nie będę żałować zakupu. Oto Kurt. Jest kierowcą wózka widłowego. Kierowca wózka widłowego Kurt pracuje jako kierowca wózka widłowego od wielu lat. Prawie od dziecka.” „Lubię Kurta” – pomyślałam, kiedy spojrzałam na jego sympatyczną postać z sumiastym wąsem. Chwile później polubiłam też jego rodzinkę: uśmiechniętą żonę architektkę, córkę Chudą Helenę, synka Małego Kurta, który pije niesamowite ilości napojów gazowanych i najmłodsze dziecko – małego Buda, który otrzymał swoje imię po bohaterze amerykańskiego serialu (mama oglądała go namiętnie w czasie ciąży). Niby trochę dziwni, ale w sumie zupełnie zwyczajni – w końcu każdy z nas ma jakiegoś swojego małego „hopla”. Otóż pewnego popołudnia po, długim dniu pracy Kurt znajduje na nabrzeżu ogromną, martwą rybę. Szef Kurta, Gunnar, nie bardzo ma pomysł, co zrobić z rybą, a koniecznie chce się jej pozbyć z nabrzeża. Dlatego pozwala Kurtowi zabrać rybę do domu. Kurt się cieszy. Jeśli ktoś myśli, że Anna-Liza robi mężowi wymówki: że po co taka ryba, że za duża, bez sensu, to się grubo myli. Wszyscy są wniebowzięci. Odkrawają kawałek ryby na kolację. Ryba jest pyszna, a Chuda Helena, która zwykle nic nie je, zjada dwie porcje. Teraz najważniejsze: Kurt dochodzi do wniosku, że ponieważ ryba zapewni im pożywienie na długie miesiące, nie musza pracować i mogą wyruszyć w podróż. I wyruszają. Najpierw do Ameryki, gdzie wszyscy noszą w walizkach pistolety, potem do Brazylii, gdzie odbywa się radosna fiesta. Cały czas żywię się rybą i częstują nią ludzi napotkanych po drodze. Z dnia na dzień ryba jest coraz smaczniejsza, a Chuda Helena coraz grubsza. Następnym przystankiem ma być Afryka, ale przez błąd w nawigacji trafiają na Antarktydę. Nie jest tam przyjemnie i w rodzinie dochodzi do spięć. Na końcu trafiają do Indii. Do Afryki nie udaje im się dotrzeć, ale nie pozwalają im na to topniejące zapasy ryby. Kiedy szczęśliwie docierają do domu, Helena jest już Grubą i niezwykle szczęśliwą Heleną, zresztą wszyscy są szczęśliwi. W końcu udało im się zobaczyć świat. „Świat jest piękny” – mówi Helena. Wszyscy mają już szczerze dość ryby i zgodnie stwierdzają, że przez rok nie tkną ryb. I wszystko wraca do normalności: Ana-Liza projektuje małe domki, Kurt jeździ wózkiem widłowym, a Mały Kurt pije swoje napoje bąbelkowe. W tej książce jedna rzecz szczególnie mnie urzekła. To fragmenty, w których autor przedstawia różne scenki z życia rodziny Kurta: to jak Kurt całuje Annę-Lizę w usta, albo to, jak Ana-Liza przytula Buda i mówi, że jest kochanym chłopcem. Także to, jak Kurt krzyczy na Buda: „Bud, ty głupku, nie wolno ci pić tej wody!”. Ale potem Kurt mówi „przepraszam” za to, że nazwał Buda „głupkiem”. Albo, kiedy w czasie kryzysu na Antarktydzie wszyscy nazywają się nawzajem głupkami. Takie rzeczy się zdarzają się w każdej nawet najbardziej kochającej rodzinie. Nawet w rodzinie Kurta, kierowcy wózka widłowego.

[selkar id=55147]Kurt i ryba
Autor: Erlend Loe
Ilustracje: Kim Hiorthoy
Tłumaczenie: Helena Garczyńska
Wydawnictwo ENE DUE RABE, 2012.

Też Cię zaciekawi:

Zostaw Komentarz