Super-poradnik o super-mocach dla super-zwyczajnych

Przyznaję się. Z książki Johana Unenge „Supermoce. Liczne rady i wskazania do ich używania”  przeczytaliśmy wspólnie tylko dwa rozdziały…  Dlaczego? Wczoraj wieczorem, kiedy chciałam czytać chłopcom o podróżowaniu w czasie usłyszałam zgodne: „Ale my już to przeczytaliśmy!” „Ty też?” – spytałam z niedowierzaniem Bartusia, który jest doskonałym słuchaczem, lecz nieco ospałym „czytaczem”. „Tak, całe.” – odrzekł zadowolony . I tak okazało się, że „Supermoce” mają supermoc. Nawet opornych czytelników skłaniają do lektury.

„Supermoce” to rodzaj poradnika. Osiem rozdziałów, każdy poświęcony jednej szczególnej umiejętności, jej zaletom, wadom, wątpliwościach, które może ona wzbudzać. Każdy rozdział to zestaw krótkich acz treściwych wskazówek i pełnych humoru ilustracji. Rozważania na temat latania, bycia niewidzialnym, życia pod wodą, podróżowania w czasie czy rozdwajania się na tyle rozbudziły wyobraźnię moich chłopaków, że ostatnio, co chwilę słyszę: „Jakbym miał w oczach rentgen to bym teraz zobaczył tylko kaloryfer.” Albo: „W sumie to w niewidzialności ubrania powinny zostawać widoczne. To by było zabawniejsze.” Czy też: „Jakbym się cofnął w czasie to zamiast naszego domu byłoby pastwisko.”  I w końcu: „Jakbym się miał z kimś zamienić na ciało to chyba z Usainem Boltem. Pobiegałbym sobie tak szybko.” Chłopaki kombinują i rozmyślają, co byłoby możliwe, a co mało prawdopodobne.

Ja jednak mam do książki Unenge dwie drobne uwagi. Po pierwsze rozeźliło mnie użyte w rozdziale o niewidzialności sformułowanie – „cholernie przystojny”. Nie wiem jak brzmi to w oryginale, ale czy naprawdę nie dało się tego inaczej przetłumaczyć? Może jestem przewrażliwiona, uważam jednak, że dzieciaki są i tak zewsząd bombardowane zaśmieconym językiem. Oszczędźmy im tego chociaż w książkach dla dzieci.

Po drugie, jest takie miejsce, w którym autor zdradza największą z tajemnic dzieciństwa – to, kto kupuje prezenty pod choinkę. Napisane jest czarno na białym „Gdybyśmy byli niewidzialni na przykład przed Bożym Narodzeniem, moglibyśmy podpatrzeć, jakie prezenty przygotowują dla nas rodzice ”. RODZICE. Byłam zła, kiedy to czytałam, bo w moim młodszym synu tlą się jeszcze resztki wiary w Świętego Mikołaja. Także rodzice – uwaga! Przed lekturą przejrzyjcie książkę i umiejętnie omińcie ten fragment, jeśli jest taka potrzeba.

Tak czy inaczej, sukces „Supermcy” polega na tym, że z zainteresowaniem pochłaniają książkę nawet najbardziej oporni młodzi czytelnicy. Tekstu nie jest w niej za dużo i jest podzielony na krótkie, intrygujące sekcje. Dla mnie ważne jest też zakończenie książki, mówiące o tym, że supermoc ma w sobie każdy z nas, każdy „zwyczajny”. Cieszmy się z tego, że jesteśmy zdrowi i mamy siłę bawić się i skakać. W oczach słabszych, [selkar id=128935]niepełnosprawnych, starszych to jest właśnie supermoc. I tak jest w istocie. Doceńmy to.

Supermoce. Liczne rady i wskazania do ich używania.
Autor: Johan Unenge
Ilustracje: autor
Tłumaczenie: ?
Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012.

Jedna odpowiedz

  1. Musi mieć Pani bardzo fajnego tego Bartusia jak czytam z opisu, bardzo ciekawski tylko trochę leniuszek.
    Bardza ciekawa recencja.
    Pozdrawiam

Zostaw Komentarz