Louisa dzień na plaży

Kto z Was lubi komiksy? Zresztą nieważne… Opowieść o Louisie pokochają wszyscy. Obrazkowa historyjka Guy’a Delisle o całodniowej wycieczce Louisa na plażę, to cudowna podróż w świat dziecięcych zabaw i wyobraźni. Cała moja ekipa czytała „Louisa na plaży”, każdy na swój sposób, a to dlatego, że w książce nie ma ani jednego słowa. Chociaż w sumie nie do końca. Wczoraj moja trzyletnia córcia przynosi mi książkę i mówi: „Przeczytaj, mi Louisa w piaskownicy (sic!). O tym jak tata mówi: Nie kupię ci loda.” Po czym bezbłędnie znalazła w książce odpowiednie miejsce.

W „Louisie na plaży” nie ma słów, jest za to mnóstwo treści. Swego czasu śledziłam losy Louisa z moimi chłopakami. Teraz widzę, że nie raz samodzielnie sięgają po komiks Delisle’a. Ostatnio zadziwiło mnie jednak, z jakim zainteresowaniem historię Louisa „czyta” moje trzyletnie dziecko. Moja córeczka nie tylko ogląda, ale też sama opowiada, co dzieje się na ilustracjach. Razem z Louisem martwi się, że lodziarzowi skończyły się lody. Razem z Louisem walczy z falami. Pewnie sama nigdy nie wpadłabym na to, żeby kupić trzyletniej dziewczynce komiks zupełnie pozbawiony bez słów. A tu okazuje się, że opowieść Louisa znalazła się na „top liście” mojej trzylatki, razem z historyjkami o zwierzątkach i Myszką Miki.

Komiks zaczyna się od tego, że Louis budzi się bardzo wcześnie rano i przypomina tacie, o zaplanowanej wycieczce na plażę. Tata nie słyszy. „Tato pora jechać na plażę!”. Tata nie słyszy. „TATO PORA JECHAĆ NA PLAŻĘ!” Zresztą każdy ten dialog może czytać inaczej. A tak wygląda to na obrazkach.

Cudownie prawda?

To właśnie ilustracje są w historii o Louisie najpiękniejsze. A także to jak następują one jedna po drugiej i odkrywają coraz to nowe przygody chłopca: spotkanie z „grubasem” obżerającym się lodami, zabawa piłką, puszczanie latawca, nieprzyjemne spotkanie z rozwścieczonym plażowiczem, to jak Louisa porywają fale i w końcu jego wizytę w piaskowym pałacu – żeby była jasność – w środku piaskowego pałacu, w którym tętni życie! W końcu ostatnia scena i Louisa pożegnanie z plażą, do której opisania brakuje mi słów, bo podobnie jak Louis zamieram w zachwycie. Sami zobaczcie.

On naprawdę dmuchnął! Dmuchnął bańkę!!

W książce jest jeszcze jeden szczegół, którego nie można pominąć: postać Osiołka-Superbohatera, przytulanki, która towarzyszy Louisowi przez cały dzień i broni chłopca, kiedy tylko wpada w tarapaty. Tylko przed jednym Osiołkowi nie udało się chłopca uchronić – przed roztargnieniem taty. Zapomniał posmarować chłopca kremem z filtrem. I tak po dniu pełnym wrażeń Louis zasypia posykując lekko z bólu. Ale myślę, że nie żałuję swojej wyprawy. Ja z pewnością nie żałuję, że mogłam mu towarzyszyć.

Louis na plaży
Autor: Guy Delisle
Wydawnictwo Kultura Gniewu, 2009.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s