„Wielka Księga przygód 3. Basia” dla nas zaczęła się od końca. Na końcu książki znajduje się bowiem historia pod tytułem „Basia i moda”. Dotąd przez nas nie poznana, a przecież jakaż kobieca. I tak się składa, że w sprawach Basi rządzi Najmłodsza. Z kolei ja nigdy nie odmawiam czytania Basinych przygód. Jest naszą wspólną przyjaciółką.
Ilekroć sięgam po jedną z „Wielkich Ksiąg”, czy też po którekolwiek z innych wydawnictw z serii o Basi, a potem czytam z Najmłodszą po raz kolejny historię o wyprawie na zakupy, albo wizycie u dentysty, nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo moje życie jako mamy, wartości, które próbuję przekazać moim dzieciom, mój codzienny świat spraw małych i dużych, przypomina świat z kart książek Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak.
Mama Basi co prawda nieco mniej się wścieka i ma zdecydowanie więcej cierpliwości (chociaż podejrzewam, że czytelnikom pokazuje swoją lepszą stronę, jestem pewna, że ma też chwile słabości). Natomiast Basia ma dokładnie te same szalone pomysły, muchy w nosie i dziecięce dylematy, co teraz pięcioletnia Najmłodsza, a przed nią Średni (który nieco ukradkiem także zaczytuje się w „Basiach”) i Najstarszy (nieuchronnie wkraczający w nastoletni świat).
Właśnie za to kocham Basię. To nie tylko bardzo prawdziwa i mądra książka o wszystkich słodkich i niesfornych pięcioletnich Basiach, Tosiach, Zosiach i Agusiach, ale też opowieść o ich mamach, a właściwie o całych rodzinach. Pewnie dlatego tak bardzo cenimy sobie te książki. Każdy przecież lubi w książkowych historiach odkrywać siebie i swoich bliskich.
Wielka Księga przygód 3. Basia
Tekst: Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo Egmont, 2015