W „Pan tu nie stał” gramy namiętnie i regularnie od Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to gra zawitała pod naszą strzechą. My, rodzice przypominamy sobie cudowne czasy PRL (cudowne, bo to czasy dzieciństwa, a te zawsze są we wspomnieniach piękne), a nasze dzieci odkrywają absurdy tamtych czasów. Druga planszówka z serii -„Pan tu nie stał. Demoludy” – zadziwiła nas swoją odmiennością. To niesamowite, jak wokół tego samego tematu zbudować można dwie zupełnie różne gry planszowe.
„Demoludy” to wyprawa i w czasie, i w przestrzeni. Cofamy się do epoki minionej i wybieramy się na wakacje, do jednego z krajów „Bloku Wschodniego”: ZSRR, WRL (Węgierska Republika Ludowa), Turcji, NRD i Czechosłowacji. W każdym z krajów zaopatrujemy się w kultowe m.in. tureckie sweterki i kożuchy, radziecką biżuterię, czeskie tenisówki, czy węgierskie wino. Rdzeniem całej gry jest licytacja – w końcu jesteśmy na zakupach i trzeba się potargować. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zbierze po jednym towarze z każdego z krajów.
„Demoludy” połączyć można także z pierwszą częścią „Pan tu nie stał” i pograć w „Bazar Różyckiego”. Łączymy wówczas niektóre elementy z klasycznego „Pan tu nie stał” z żetonami produktów z „Demoludów”. My jeszcze tej opcji „nie rozpracowaliśmy” i cieszymy się każdą z gier osobno. Ale z pewnością i na „Bazar Różyckiego” przyjdzie niebawem czas.
Pan tu nie stał. Demoludy
gra planszowa
Egmont